Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
One face, many incarnations

Bez tematu, bez sensu...

Słucham Green Day i postanowiłam coś napisać. Dziś nie będzie to nic o muchach, ani podobnych rzeczach. Zresztą myślę, że temat muchy został kompletnie opisany, no chyba, że weźmiemy pod uwagę jej fizjologie. Nie sądzę jednak, że byłoby to bardzo ciekawe. Długi weekend. Cóż nie będę się o tym rozpisywać bo niby po co? Każdy wie że nie trzeba iść do szkoły. Nie będę pisała o czymś tak oczywistym. Ehh... Coś bym napisała lecz sama nie wiem do końca o czym. Zresztą czy każda notka musi mieć określony tytuł, temat i tor jakim dotrze do swojego końca. A właśnie, że nie! Ja piszę notkę bez tematu, chyba po raz pierwszy, ale pierwszy raz jest najlepszy. Mogę przecież popisać o niczym i wszystkim zarazem. Pisząc o niczym poruszę o wiele więcej tematów niż gdybym pisała według ściśle określonego szablonu.
Kolejna piosenka Green Day. Małe problemy z officem!
Kurczę no nie mogę, trzysta razy kopiować tekst z powodu jednej durnej kreski. Idzie dostać jakiejś cholernej choroby. Jakieś palpitacje serca.
Dobra nie pisze więcej o pierdołach.
Więc w takim razie o czym?? Musze chwilkę pomyśleć.
Dziś miałam apel na 3 Maja w szkole. I co? Oczywiście mówiłam wiersz, facetka od histy, a zarazem moja wychowawczyni mnie zaprzęgła do tego jakże wspaniałego przedsięwzięcia. Ale lubię ją. Trochę na nas powrzeszczała, co jej się całkowicie nie opłacało bo i tak byliśmy perfekcyjni. Kompletny brak weny dzisiejszego dnia nie pozwala mi na sklejenie jednej normalnej notki – ale kto tu mówi o sklejaniu skoro pisze to co pomyślę w danej chwili. To sie wkopałam wyszło na to, że nie myślę. No bo skoro pisze takie bzdury to nie mogę myśleć o czymś konkretnie sensownym (kolejny absurd).
Nareszcie Turbo. Super zespół, kurcze poznałam go dzięki koleżance i bardzo mi sie podobał.
Dobra ale ja nie o tym. A właściwie to o czym? Moje pokrętne myśli nie pozwalają mi wymyślić czegoś normalnego i nadającego się do przeczytania. Ale nikt tego czytać nie musi. Jeśli ktoś ocenia mojego bloga proszę te notkę pominąć. Powstaje ona w momencie, w którym bardzo, ale to bardzo mi się nudzi. W momencie, w którym dużo za dużo czasu i z tego powodu nadal piszę tę notkę.
Właściwe to mogłabym robić teraz mnóstwo innych rzeczy. Więc może już skończę pisać te pierdoły o niczym. Dziś mogę powiedzieć, że pisałam o niczym i... o niczym. Do dzisiejszej notki wcale nie pasuje za to stwierdzenie o wszystkim i niczym lub o niczym i o wszystkim(jak kto woli). I właśnie w tym momencie obaliłam coś. No właśnie ale co? Nie wiem. Mój łańcuch skojarzeń mnie do tego nie natchnął, samo jakoś tak wyszło.

Aguchna poniedziałek 30 kwiecień 2007 [komentarzy 2] Pisz

Zmiany... zmiany, zmiany!!!

Tak więc powróciłam: z nowym szablonem, avatarem i wszystkim innym. Taka zmiana na ocieplenie. Kobieta zmienną jest, jak to mówią. Najlepszym przykładem jestem ja. Tamten szablon był zupełnie inny...

***

A teraz wiersze o wiośnie:

Czekaj: wiosna
Baczyński Krzysztof Kamil


Nie płacz marcem w smutne łąki - powietrze
noce zmierzchają co dzień i co dzień szersze
kotłem księżyca biją o wiosnę
wierszem
pąki zielone po nocach rosną.
Niebo umarło
zimne gromnice wiatr zapala - kwiaty
dzień jak opłatek - wilgotny spływa przez gardło
białym opadem
oczy na dłonie chmur kładę.
I moźe:smuga słońca rozcina czarnoziem
dzień się uśmiechem zaorze zielonym.
Jak orzech
czerstwe bloki drzew wyminą ulicę
i może
słońcem cedzonym przez okno pójdziemy:
w parkach pod miejskiro kwitną blade anemony
na wałach: - trawa zasiana wilgocią dzwony: odpływają powoli jak statki
przejdziemy
kłosy ciszy gładkiej zetnie spóźniony pociąg.


Dary deszczu wiosennego
Baczyński Krzysztof Kamil


Świat naprzeciwko zolbrzymiał:
Po snach przewala się ciężko dzień otwarty jaskrawo
i bolą wspomnienia wieków przebytych,
zarastające
urojonym morzem podróżnym i przydrożną trawą.
Dziś: kiedy deszcz wiosenny, drzewa sztywne jak karton,
w pokoju:
pies patrzy w zaprzestrzeń otwartą -
dalszą niż mój wzrok.
Szczeka - wywołuje zaświat ukryty w jaźni.
Dzień odprężony deszczem urywa się w oknie
i najwyraźniej
w obcych ulicach słyszę swój nabrzmiały krok,
gdy ulatuje szary szerszeń szmeru.
Pamiętam, w miastach starych, nie odszukany przez czas,
chodzę długo ulicami - jasnymi kolumnami słoty,
i na najwyższej wieży zegarów
brzask
znajduje mnie nagle skutego w niebo jak w gotyk.
Pamiętam twój uśmiech nie odszukany
w śpiewnym wyrazie krynolin,
w sród srebrnych sygnaturek deszczu
i serce, które boli
wszystkimi domami tych miast opuszczonych.
O norymbergi, awiniony moich wędrówek!
okna wasze - oczy powrotu - gasną.
To ostatnia wieża z daleka ujrzana
jak ołówek
wypisuje w przestrzeni rachunek czasu.
O wiośnie, o lasce złamanej wzrokiem
odnoszę ten ciężar miast przeżytych
do nieskończonych alej kasztanów, do troski mojej,
do mitu.


Czekając na słońce
Morrison Jim


W Edenu pierwszym blasku pobiegliśmy nad morze
Stanęliśmy na brzegu wolności

Czekając na słońce
Czekając na słońce
Czekając na słońce

Czy czujesz - teraz, gdy nadeszła wiosna
Czas żyć w jaśniejących promieniach słońca

Czekając na słońce
Czekając na słońce
Czekając na słońce
Czekając na słońce
Czekając...

Czekając aż pójść zechcesz
Czekając aż usłyszysz pieśń
Czekając aż pójść zechcesz
Czekając aż powiesz co było złe

To najdziwniejsze życie, jakie znam
Czy czujesz - teraz, gdy nadeszła wiosna
Czas żyć w jaśniejących promieniach słońca

Czekając na słońce
Czekając na słońce
Czekając na słońce
Czekając na słońce


***

Na koniec chciałam napisać co nie co o egzaminach. No cóż łatwe nie były, a w szczególności matematyczno-przyrodniczy. Jednak jako niepoprawna optymistka wierzę, że dostanę się do upragnionej szkoły.
Na dziś to tyle, ale na pewno napisze coś jutro, a jak nie jutro to pojutrze. Nad notką pracuję, ostatnio nie miałam za bardzo czasu, ale kiedyś na pewno sie pojawi.

***

Nazwy bloga nie zmieniam, będzie mi ona przypominać o dawnym obliczu tego bloga.

Aguchna niedziela 29 kwiecień 2007 [komentarzy 1] Pisz

no i cóż...

jaki nastrój taki temat.

argumenty na utwierdzenie tego melancholijnego i jakże targanego emocjami niepewności tematu??
nie ma sprawy.
Po pierwsze za tydzień we wtorek i środe czekają mnie egzaminy gimnazjalne. czuje się z tym normalnie. Jedyne co mnie denerwuje to to, że powinnam się uczyć a tego nie robię.
Po drugie jest to sotatnia notka...
Nie blog istnieć będzie nadal. jest to ostatnia notka gdy blog wygląda jak wygląda. Zmieniam szablon.
Powód? Sama niewiem. Od dawna myślałam o zmianie wyglądy bloga. Zmianie ogólnej. Koniec z wampirami i wilkołakami. Wiosna idzie, i stwierdziłam, że bardziej pasował będzie do mnie pogodny szablon.
Skąd taka nagła zmiana? Zmiany wcale nie ma. Oczywiście jeśli chodzi o mój charakter. jestem tak jakby podzielona na dwa. Jakby zyły sobie we mnie dwie zupełnie inne osoby. Pierwsza jest pogodna, ma dobrwe poczucie humoru i wszystkich w okół rozśmiesza, a druga lubi wampiry, mrok i tego typu rzeczy. Dlatego jestem taka różna. Słucham muzyki różnej. Metal, rock ok! Jakiś pop będący na topie? ok!. Jestem tak różna. Dlatego mam taki temperament. Doliczając do tego szczerośc do bólu wychodzi niezła mieszanka. No ale cóż jestem jaka jestem i raczej się nie zmienię.
Sie rozpisałąm o sobie. a przecierz nie o tym dzisiejsza notka.
Dzisiejsza notka jest taka nijaka i tez tak nijak(czyt. bylejako)piszę. Nie sprawdzam błedów ortograficznych stylistycznych logicznych ani rzadnych innych, w tym literówek, czyli bezie ich na pewno duzo. Bez sprawdzenia zawsze wychodzi mi kupa błedów, zawsze je sprawdzam , ale że notka jest bylejaka to pisanie również. Musi mieć wszystko ze sobą powiązanie.
Nie przeciagam, bo i po co.Szykuje notke o której już wspomniałam lecz nie pojawi się ona na pewno przed egzaminem. Niewiem ile minie po egzamach zanim ją ukończę ale na pewno to nastapi. Razem z szablonem napiszę jakaś fajną inna , ciekawą notkę. Może umieszczę wiersze jakiegoś innego wspaniałaego poety. Oczywiście nadal umieszczać będę wiersze herberta. Kilka jeszcze dodam zanim zostanie po nim na moim blogu tylko wspomnienie, ale za to jakie. Jesli coś znalazło się na moim blogu to znaczy że naprawdę to lubie. A ja jestem wybredna zx natury. Tak więc do zobaczenia po wielkiej zmianie. Juz jutro, w najgorszym przypadku pojutrze. Zanim zmienię szablon i wszystko dogram zaloże hasło. Efekt ogladać można będzie wtegu gdy wszystko będzie idealnie. I to kolejna cecha mojego charakteru. Szkoda, że poka

Aguchna wtorek 17 kwiecień 2007 [komentarzy 0] Pisz

Apollo I Marsjasz

Apollo i Marsjasz

właściwy pojedynek Apollona
z Marsjaszem
(słuch absolutny
kontra ogromna skala)
odbywa się pod wieczór
gdy jak już wiemy
sędziowie
przyznali zwycięstwo bogu
mocno przywiązany do drzewa
dokładnie odarty ze skóry
Marsjasz
krzyczy
zanim krzyk jego dojdzie
do jego wysokich uszu
wypoczywa w cieniu tego krzyku
wstrząsany dreszczem obrzydzenia
Apollo czyści swój instrument
tylko z pozoru
głos Marsjasza
jest monotonny
i składa się z jednej samogłoski
A
w istocie
opowiada
Marsjasz
nieprzebrane bogactwo
swego ciała
łyse góry wątroby
pokarmów białe wąwozy
szumiące lasy płuc
słodkie pagórki mięśni
stawy żółć krew i dreszcze
zimowy wiatr kości
nad solą pamięci
wstrząsany dreszczem obrzydzenia
Apollo czyści swój instrument
teraz do chóru
przyłącza się stos pacierzowy Marsjasza
w zasadzie to samo A
tylko głębsze z dodatkiem rdzy
to już jest ponad wytrzymałość
boga o nerwach z tworzyw sztucznych
żwirową aleją
wysadzaną bukszpanem
odchodzi zwycięzca
zastanawiając się
czy z wycia Marsjasza
nie powstanie z czasem
nowa gałąź
sztuki - powiedzmy - konkretnej
nagle
pod nogi upada mu
skamieniały słowik
odwraca głowę
i widzi
że drzewo do którego przywiązany był Marsjasz
jest siwe
zupełnie



***
Kolejny wiersz Zbigniewa Herberta.
Najbardziej we wszystkich Jego wierszach podoba mi się koniec. Nie wiem czemu, po prostu. Jest taki konkretny a jednocześnie nie tłumaczący wszystkiego. Dlatego właśnie tak lubie wiersze Herberta.
***
Pracuje teraz nad jedną notką. W prawdzie nie wiem kiedy uda mi się ją definitywnie ukończyć, ale staram się zrobić to jak najszybciej. Szkic już mam teraz muszę jeszcze dopracować to i owo, podopisywać komentarze ode mnie do przytoczonych...
Koniec.Nic nie piszę..
To by było na tyle.
***
Jednak nie. Święta, Święta i po Świętach.I nareszcie. Jedyne co mi sie podobało, to, to że jakieś fajniejsze filmy pużscili w telewizji. HEH. Tak zawana ironia losu. Jak coś lepszego to w święta, których szczerze nie lubie.
Mam tylko nadzieję, że istnieją ludzie, którzy szczerze kochają to święto i cieszą się nim. Usprawiedliwiam się w ten sposób. Pustke mojego zobojętnienia wypełni ktoś uwielbiający ten czas.

Aguchna wtorek 10 kwiecień 2007 [komentarzy 4] Pisz

Święta

Piszę dziś bo jutro nie będę miała czasu. Nie będe miała jutro czasy więc piszę dziś.
Jutro jade do rodziny. [...] Niesamowita nuda. Ale dawno nier byłam u cioci więc jakoś to będzie.
***
Nie wiem czemy, ale nie lubie tych swiąt. Wielkanoc to zdecydowanie nie jest moje ulubione święto. Jakoś tak. Czuje się podczas nich tak jak w zwyhły dzień. Może ten lany poniedziałek jeszcze przejdzie, ale ogólnie jest do kitu. Całe to tridum paschalne... dłużej siedzisz w kościele niż to warte. Dziś nie poszłam. Jakoś to przezyję, wystarczy, że jutro muszę iść na 6 rano z czego wynika, że o 5 muszę wstac. OMG. Jak ja to przeżyję? Niewiem. Rok temu jakoś przeżyłam więc teraz też muszę dać radę. Najgorsze jestto, że jak zwykle będę stałą. Całe półtora h.
***
Koniec pisania o tym jak to bardzo nie lubie tych świąt. Sa ludzie którzy je lybią.
***
Poprawa humorku.
Kobieta zmienną jest.
[American Pie - Madonna]
Właśnie ta piosenka poprawiła mi humor. Nie wiem czemu, ale bardzo ją lubie. Może to przez książkę "Diabeł ubiera się u Prady", a może przesz coś zupełnie innego.
***
Tak sobie właśnie pomyślałam, że może jakieś życzonka by się przydały?
Tak więc zabieram się do szukania jakiś wierszykó czy czegoś.
...
...
wciąż szukam...
...
...
no nareszcie...


Malutki baranek ma złote różki,
pilnuje pisanek na trawce z rzeżuszki,
gdy nikt nie patrzy chorągiewką buja,
i beczy cichutko Wesołego Alleluja!


W dniu wielkiej nocy,
życzę Ci mocy, zero zmęczenia,
dużo natchnienia, serca szczerego,
domu ciepłego,
niech świeża będzie Twoja pisanka
i radosnego Co dzień poranka!


Wiosna idzie, a z nią święta,
ktoś o Tobie dziś pamięta,
życzy jajek kolorowych
i kurczaków odjazdowych,
pyszne ciasta jedz na zdrowie
i miej wciąż zielono w głowie!
Niech tradycja wode leje
bo zajaczek dzis szaleje...


Na stole święcone, a obok baranek,
Koszyczek pełny barwnych pisanek.
I tak znamienne w polskim krajobrazie
W bukiecie srebrzyste, wiosenne bazie.
Zielony barwinek, fiołki i żonkile -
Barwami stroją uroczyste chwile.
W dom polski wiosna wchodzi na spotkanie,
Gdy wielkanocne na stole śniadanie

***

Ostatni najładniejszy... taki refleksyjny. No cóż podobne te święta to czas refleksji i wyciszenia.
Tak więc jeszcze raz życzę wszystkim Wesołych Świąt Wielkiej Nocy!!!

Aguchna sobota 7 kwiecień 2007 [komentarzy 0] Pisz

Bezsenność

Piszę bo nie śpię. Nie śpię bo piszę.
Nie śpię bo jest jeszcze wcześnie. Jest jeszcze wcześnie więc pisze.
Piszę bo nie mam nic innego do roboty. Nie mam nic innego do roboty więc piszę.

***

I jaki w tym sens. Gdzie tu logika. Chyba nigdzie, wcale jej nie ma. Ale podobno wszystko ma swój ukryty sens. Ja w to wierzę. Czasem tylko trzeba go poszukać.
Bo co to za notka, która niczego nie wnosi, jest oczywista, człowiek, który ją przeczyta nawet się nie zastanowi o co w niej chodzi. A jeśli sie nie zastanowi to nie poświęci jej więcej czasy niż wymaga przeczytanie jej. Moje notki są tak dziwne, że sama się nad nimi zastanawiam. Siedzę, czytam jedną czy drugą notkę i się zastanawiam po co ja te bzdury napisałam. Najśmieszniejsze jest to że nie wiem po co. Po prostu czuje że mam ochotę coś napisać, i nawet jeśli ktoś uzna że tracę czas pisząc coś takiego to nic a to nie poradzę. Czuje potrzebę napisania czegoś, i tak właśnie dochodzę do wniosku, że nie ważne co. Ważne Że. Jest to trochę dziwne myślenie. Równie dobrze mogłabym nie pisać nic, bo czuję taką potrzebę. I znowu zamotałam się w swoim toku rozumowania. Piszę i nawet nie zastanawiam się nad tym czy to ma sens, czy zdania są stylistyczne, czy stawiam przecinki w dobrym miejscu. Piszę i właściwie każde słowo wystukane na klawiaturze przed chwilą pojawiło sie w mojej głowie. Piszę na gorąco. Myślę, ze takie notki są najlepsze, nie poprawiam ich ani nic w tym podobne, więc są odzwierciedleniem w pewnym sensie tego co myślę. Oczywiście myślę to co piszę. Nie wynika to z tego, że się nad tym nie zastanawiam choć to tez po części. Po prostu jestem szczera i to do bólu, znajomi wiedzą co to oznacza. "Straszna jesteś" się ostatnio dowiedziałam - chodziło oczywiście o moją szczerość. Muszę trochę popracować nad tym co mówię. W przyszłości może się to na mnie odbić. W niektórych sytuacjach lepiej myśleć jedno, mówić drugie a robić trzecie. szkoda tylko, że zawsze mówię i robie to co myślę. Nie wszystkim ludziom to odpowiada. Szczególnie gdy się okazuje, że była względem kogoś uszczypliwa. Zresztą na razie nie obchodzi mnie to co myślą sobie inni. Myśleć to oni mogą, dopóki mi nie szkodzą. I tak zawsze im wygarnę jeśli mi się coś nie spodoba. Potrafię pożreć się z przyjaciółką o głupie knedle ze śliwkami i mięsem, a co tu mówić o innych, gorszych sytuacjach i ludziach mi dalszych np: koleżanki lub znajomi. No dobra kończę. Powypisywałam o sobie same straszne rzeczy, no ale nie ma to jak konstruktywna krytyka.

Aguchna środa 4 kwiecień 2007 [komentarzy 0] Pisz

Mucha na ścianie.

Mucha na ścianie. Proste. Jednoznaczne. Przynajmniej na początku. Na pierwszy rzut oka. I ja tę muchę... zabiłam. Takie proste zabić muchę na ścianie. Muchę, która mimo tego, iż ma bardzo dużo patrzałek nie widzi powolnych ruchów. A tak na marginesie, współczuję muchom widzącym tylko to co szybko się porusza. Bo jakby nie patrzeć są skazaną przez to na śmierć. Miliony much idzie na śmierć wlatując przez okna do naszych domów. Taka mała niepozorna mucha a jak szkodzi. I ja tę muchę zabiłam...na ścianie. A każdy owad, w tym mucha, posiada jak wiadomo nie krew lecz hemolimfę. I ta właśnie hemolimfa, z tejże właśnie muchy została na mojej ścianie.
I co? Właśnie nic. Przecież logiczne, że zostanie, jak zabijesz komara to zostaje plama krwi...ale to już raczej inna historia. A tak właściwie to po co ja to piszę? Skąd mam wiedzieć? Jakoś tak. Zabiłam tę muchę i postanowiłam opisać tą ścianę oraz plamę. Tak jak w tej piosence, szkoda, że nie znam ani tytułu a ni wykonawcy. Jakoś tak mi się przypomniała. Właściwie to mogłabym juz skończyć ciągnąć ten jakże nudny temat. Siła perswazji jest jednak czymś co każe dalej stukać mym palcom po klawiaturze. Tylko czyja jest ta perswazja? Chyba moja. Nikogo innego tu nie ma. Tylko ja, klawiatura i OpenOffice Writer. Cóż za ironia losu. Z jednego tematu przeszłam do innego i ta sama siła co uprzednio każe mi dalej pisać. Jednakże mimo tego, ze siła ta należy do mnie postanawiam się przemóc i...przestać pisać bzdury. Tak więc nie pisze już o tych wszystkich bzdurach. [...] Wracając jednak do tej muchy... Kurcze właśnie mnie natchnęło (cóż za piękne słowo), jak łatwo stracić życie. Pocieszam się jednak myślą, że nie jestem jak ta mucha na ścianie. Mam nadzieję, że ktoś mnie zrozumie. Moja myśl już nie po raz pierwszy jest strasznie pokrętna. Jeszcze trochę i sama sie zgubie. Boże mam nadzieję, że jakoś z tego wybrnę gdy wreszcie dorosnę i nie utonę w morzu mych niektórych bezsensownych myśli. Nie chce się dowiedzieć jak to jest gdy nie rozumie się siebie samego. W moim przypadku samej. Dowodem na to, że moje myśli są pokrętne jest to jak doszłam do tego wniosku. Łańcuch moich skojarzeń jest dość nietypowy. Od muchy, którą zabiłam... na ścianie. Do piosenki, której nie pamiętam na tyle dobrze by wiedzieć kto ją śpiewa. Przez siłę perswazji znów do muchy i... w końcu doszłam do mych pokrętnych myśli. I po co się tak męczyć. Mogłam od razu napisać, że mam pokopane w głowie. Byłoby chyba prościej. I właśnie doszłam do kolejnego wniosku. Jestem kompletnie nieprzewidywalna. Sama nie wiedziałam, że ta mucha tak na mnie wpłynie. Ile tych much się zalęgło. Zabiłam następne trzy! Straszne. A wszystko przez brak zimy. Juz sobie wyobraziłam co będzie w wakacje. A mianowicie będzie gorzej niż źle. Owadów wszelkiego typu będzie dużo za dużo. Komary. Kocham te cholerne wysysacze krwi. A najbardziej te piękne bąble, które potem zdobią mą skórę. Ale nie załamujmy się. Jestem z natury niepoprawną optymistką. I z tego powodu zapominam o komarach. Wakacje za kilka miesięcy i co ja się będę teraz przejmować?
Dobra teraz kończę. Na prawdę. Dość tych bzdur na dziś. Myślę, że mi wystarczy. I ostatnia refleksja dzisiejszej notki. Spojrzałam na to co przed chwilą wyszło spod moich palców i pomyślałam: Kurcze ile można napisać o niczym! I właśnie to jest piękne. Mogę napisać jeszcze wiele notek o niczym!

Aguchna niedziela 1 kwiecień 2007 [komentarzy 1] Pisz