Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
One face, many incarnations

Samotność


Samotność...
słowo pusto brzmiące,
tak puste...dla
osób szczęśliwych.
Tak puste...dla
ludzi samotnych.
bo...
człowiek samotny
widzi pustkę...
czuję pustkę...
ta pustka jest dla niech...
wszystkim,
...iniczym za razem.
Dlatego jest tak nienawidzona...
Samotność.
Nie wiem jak to jest...
jak to jest być samotnym...
naprawdę.
Wokół mnie... ludzie.
A gdzieś tam... wokół...
samotnść.


Aguchna wtorek 29 maj 2007 [komentarzy 1] Pisz

Wiersz

Agnieszka Osiecka
Serce


Serce mnie boli...
Serce mnie boli, bo mija czas.
A w majątku, w tym posagu biednym moim
nie przybywa nowych skarbów ani gwiazd.
Tylko rytmy i piosenki,
i nic więcej, i nic więcej:
To jest dobre w kabarecie,
a ja chciałabym na jesień
coś ciepłego, praktycznego tobie dać...
A tu - co?
A tu - wciąż:
Ta piosenka, ta poezja za dwa grosze,
te wierszyki, w których zawsze wiosna drży,
te szarotki, co przy sobie stale noszę
i lusterka, co zmieniają w uśmiech - łzy...
Gdzie są te wody niebieskozielone,
gdzie są te lata dobre,
co mi zostało - sam powiedz -
wszystko zmieniłam na drobne:
Na słowiki wynajęte do piosenki,
na deszczyki, co w piosence walcem brzmią,
na księżyce, melodyjki, kantylenki -
ona kocha i on bardzo kocha ją...
Serce mnie boli...
Serce mnie boli, żal pustych rąk...
Bo nic nie mam. Wszyscy wiedzą. Sami swoi.
Bez niczego znów przychodzę pod twój dom...
tylko rytmy i piosenki,
i nic więcej, i nic więcej...
To, co miałam, pogubiłam,
zapomniałam, co mówiłam,
bardzo proszę, weź przynajmniej to, co mam:
Tę piosenkę, tę poezję za dwa grosze,
te wierszyki, w których zawsze wiosna drży,
te szarotki, co przy sobie stale noszę
i lusterka, co zmieniają w uśmiech - łzy.


Aguchna niedziela 27 maj 2007 [komentarzy 0] Pisz

Musierowicz i Rowling czyli Jeżycjada i Harry Potter.

Harry Potter przereklamowany temat? Niesamowicie skomercjalizowany i nagłośniony? Uważam tak samo. Ale nie przeszkadza mi to w tym by zaczytywać się w tych książkach. Chyba nie wspominałam? Gdzieś na jakimś portalu internetowym czytałam, że Jo chcę napisać jeszcze jedną część czyli 8. Nadprogramową. I zysk oddać na cele charytatywne. Czy to oznacza, że Harry przeżyje? Nie mam pojęcia. Może nie przeżyje.
Ale nie o tym dziś szczególnie chciałam pisać, jest to taka przystawka do prawdziwego tematu notki, który figuruje w temacie obok HP.
Mowa oczywiście o Jeżycjadzie Małgorzaty Musierowicz. Przeczytałam co prawda dopiero dwie pierwsze części i jestem w połowie następnej. Mimo tego już zakochałam się w tych książkach. Świetne, po prostu świetne. Zawsze twierdziłam, że cała ta seria jest niegodna uwagi. O jak żem się myliła. Przyznaje się bez bicia! Przyznaję do błędu. Błędem tym było nieczytanie tych książek.
Ale teraz nadrabiam. Te pierwsze dwie przeczytałam wczoraj pod rząd z małą przerwą pomiędzy nimi. Tak nawiązując do innych książek to nie rozumiem pewnego stereotypu krążącego wśród dzisiejszej młodzieży, który brzmi mniej więcej tak: „Nie czytam książek, kompletna strata czasu, bo kto dziś czyta te bzdety poukładane na pulkach w tych wszystkich wielkich bibliotekach.”
Ja! Ja! Ja! Ja czytam! I nie przestanę! Kocham bibliotekę publiczną, która znajduje się w mojej kochanej Kamenicy. A jak pójdę do szkoły w Częstochowie to zapiszę się do miejskiej! Super. Nie wyjdę z domu, będę czytać, czytać i jeszcze raz czytać. Gorsza jest myśl, iż będę miała mniej czasy bo LO to nie przelewki, jak to mówią. I jestem tego cholernie świadoma. Kończę nie będę się rozpisywać na temat wymarły. Albo nie, trzeba rozmawiać, pisać i poruszać takie tematy. Czytanie książek to wymarłe zajęcie tylko wśród młodzieży. Mój przykład jest jawnym zjawiskiem, że nie u wszystkich. Najbardziej lubię czytanie po nocach, co szczerze doprowadza moich rodziców do gorączki. I to białej. Cholernie. Wielkiej. Że mi się wzrok popsuje, a już nosze okulary. Ehhh. I tak czytam. Nie mam zamiaru przestawać.

Aguchna czwartek 17 maj 2007 [komentarzy 3] Pisz

Sen

Najlepszą porą doby na sen jest noc. Chyba każdy to wie. Jest sobie dzień podczas którego ludzie chodzą do szkół, pracy lub w inne miejsce. Noc to pora wyciszenia. Odpoczynku. Snu. I ja też powinnam spać. Szczególnie po tym jak w kościele o mało nie zemdlałam.
Ale to już nie ważne. Nie mam zamiaru pisać o swoim niedospaniu.
***

Właściwie to po co spać? Jakby tak wymyślić coś co pozwala normalnie żyć bez snu. Może byłoby lepiej. Ale osobiście wolałabym spać. Jakoś nie mogę sobie wyobrazić bycia bez odpoczynku, bez snów. Sny, to bardzo ciekawe. W jakiejś książce Jonathana Carolla przeczytałam, że każdemu z nas śni sie własna śmierć(jeśli już o tym pisałam z góry przepraszam). W sumie to bardzo mnie to ciekawi. Każdemu człowiekowi na tym świecie śniła się śmierć jaką umrze. I to przed 11 rokiem życia. Czy to nie ciekawe? Niestety nikt z nas tego nie pamięta. Nie chciałabym wiedzieć jak, kiedy i gdzie umrę, albo co gorsza przez kogo jeśli nie przez chorobę albo starość samą w sobie. Dzieci mają coś z mózgiem że im się śni takie coś? Nie wiem. Zresztą to tylko fikcja literacka. Albo nie? Nigdy nie sprawdzałam. Osobiście myślę, że to tylko ukoloryzowanie w powieści. W rodzinie miałam przypadek całkiem dziwny. Mojej prababce czy coś w tym guście przyśniła się śmierć. I tak zmarła. Podobno. Gdzieś podczas rodzinnych opowieści obiło mi się o uszy.
Właściwie to ciekawa jest ta cała śmierć. Z każdego tematu można przejść do niej. To dla tego, że na końcu na człowieka czeka tylko ona. Kiedyś pisałam o teoriach śmierci, miałam wtedy jakiś dziwny nastrój. Żeby pisać takie rzeczy? No dobra miałam pisać o śnie, snach i o nocy.
Tak więc zaraz będę szła spać, mój organizm musi odpocząć. Ja sama muszę odpocząć. Może coś mi się przyśni? Jeśli tak to powinno być to coś dobrego.
Reasumując, moje dotychczasowe wywody o snach. Tak naprawdę mało tego, no ale podsumować wypada.
Sny bywają różne-prorocze, zabawne, miłe, koszmarne, powtarzające się - cykliczne jak kto woli. I wiele wiele innych. Każdy z nas posiada wszystkie rodzaje. W sumie to chyba tak, sama nie wiem, ja nie posiadam ani tych, które się powtarzają, ani koszmarów.
Współczuję tym, którzy mają cykliczne koszmary.

Aguchna wtorek 15 maj 2007 [komentarzy 0] Pisz

Pan Cogito

***
Herbert Zbigniew
Domy przedmieścia


W jesienne bezsłoneczne popołudnie Pan Cogito
lubi odwiedzać brudne przedmieścia. Nie ma -
mówi - czystszego źródła melancholii.
Domy przedmieścia o podkrążonych oknach
domy kaszlące cicho
dreszcze tynku
domy o rzadkich włosach
chorej cerze
tylko kominy marzą
chuda skarga
dochodzi do brzegu lasu
na brzeg wielkiej wody
chciałbym wam wymyślać imiona
napełniać zapachem Indii
ogniem Bosforu
gwarem wodospadów
domy przedmieścia o zapadniętych skroniach
domy żujące skórkę chleba
zimne jak sen paralityka
których schody są palmą kurzu
domy stale na sprzedaż
zajazdy nieszczęścia
domy które nigdy nie były w teatrze
szczury domów przedmieścia
zaprowadźcie je nad brzeg oceanu
niech usiądą w gorącym piasku
niech oglądają noc podzwrotnikową
niech fala ich nagrodzi burzliwą owacją
jak przystoi tylko zmarnowanym żywotom

***

Herbert Zbigniew
Co myśli Pan Cogito o piekle


Najniższy krąg piekła. Wbrew powszechnej opinii nie zamieszkują go ani
despoci, ani matkobójcy, ani także ci, którzy chodzą za ciałem innych.
Jest to azyl artystów pełen luster, instrumentów i obrazów. Na pierwszy rzut
oka najbardziej komfortowy dział infernalny, bez smoły, ognia i tortur
fizycznych.

Cały rok odbywają się tutaj konkursy, festiwale i koncerty. Nie ma pełni
sezonu. Pełnia jest permanentna i niemal absolutna. Co kwartał powstają
nowe kierunki i nic, jak się zdaje, nie jest w stanie zahamować
triumfalnego pochodu awangardy.

Belzebub kocha sztukę. Chełpi się, że jego chóry, jego poeci i jego
malarze przewyższają już prawie niebieskich. Kto ma lepszą sztukę, ma
lepszy rząd - to jasne. Niedługo będą się mogli zmierzyć na Festiwalu Dwu
Światów. I wtedy zobaczymy, co zostanie z Dantego, Fra Angelico i Bacha.

Belzebub popiera sztukę. Zapewnia swym artystom spokój, dobre
wyżywienie i absolutną izolację od piekielnego życia.

***

Herbert Zbigniew
Gra Pana Cogito


1

Ulubioną zabawą
Pana Cogito
jest gra Kropotkin

ma wiele zalet
gra Kropotkin

wyzwala wyobraźnię historyczną
poczucie solidarności
odbywa się na wolnym powietrzu
obfituje w dramatyczne epizody
jej reguły są szlachetne
despotyzm zawsze przegrywa

na wielkiej tablicy imaginacji
Pan Cogito ustawia figury

król oznacza
Piotra Kropotkina w twierdzy pietropawłowskiej
laufry trzech żołnierzy, szyldwacha
wieża zbawczą karetę

Pan Cogito ma do wyboru
wiele ról

może grać
śliczną Zofię Nikołajewnę
ona w kopercie zegarka
przemyca plan ucieczki

może być także skrzypkiem
który w szarym domku
umyślnie wynajętym
naprzeciw więzienia
gra Uprowadzenie z Seraju
co oznacza ulica wolna

najbardziej jednak
lubi Pan Cogito
rolę doktora Orestesa Weimara

on w dramatycznym momencie
zagaduje żołnierza przy bramie

- widział ty Wania mikroba
- nie widział
- a on bestia po twoje skórze łazi
- nie mówcie jaśnie panie
- a łazi i ogon ma
- duży?
- na dwie albo trzy wiorsty

wtedy futrzana czapka
spada na baranie oczy

i już
toczy się wartko
gra Kropotkin

król-więzień sadzi wielkimi susami
szamocze się chwilę z flanelowym szlafrokiem
skrzypek w szarym domku
gra Uprowadzenie z Seraju
słychać głosy łapaj
doktor Orestes snuje o mikrobach
bicie serca
podkute buty na bruku
wreszcie zbawcza kareta
laufry nie mają ruchu

Pan Cogito
cieszy się jak dziecko
znów wygrał grę Kropotkin

2

tyle lat
tyle już lat
gra Pan Cogito

ale nigdy
nie pociągała go rola
bohatera ucieczki

nie przez niechęć
do błękitnej krwi
księcia anarchistów
ani wstręt do teorii
o wzajemnej pomocy

nie wynika to także z tchórzostwa
Zofia Nikołajewna
skrzypek z szarego domku
doktor Orestes
też nastawiali głowy

z nimi jednak
Pan Cogito
utożsamia się niemal zupełnie

jeśliby zaszła potrzeba
mógłby być nawet koniem
karety uciekiniera

Pan Cogito
chciałby być pośrednikiem wolności

trzymać sznur ucieczki
przemycać gryps
dawać znak

zaufać sercu
czystemu odruchowi sympatii

nie chce jednak odpowiadać za to
co w miesięczniku "Freedom"
napiszą brodacze o nikłej wyobraźni

przyjmuje rolę poślednią
nie będzie mieszkał w historii

***

Herbert Zbigniew
Pan Cogito o postawie wyprostowanej


1

W Utyce
obywatele
nie chcą się bronić

w mieście wybuchła epidemia
instynktu samozachowawczego

świątynię wolności
zamieniono na pchli targ

senat obraduje nad tym
jak nie być senatem

obywatele
nie chcą się broniś
uczęszczają na przyspieszone kursy
padania na kolana

biernie czekają na wroga
piszą wiernopoddańcze mowy
zakopują złoto

szyją nowe sztandary
niewinnie białe
uczą dzieci kłamać

otworzyli bramy
przez które wchodzi teraz
kolumna piasku

poza tym jak zwykle
handel i kopulacja

2

Pan Cogito
chciałby stanąć
na wysokości sytuacji

to znaczy
spojrzeć losowi
prosto w oczy

jak Katon Młodszy
patrz Żywoty

nie ma jednak
miecza
ani okazji
żeby wysłać rodzinę za morze

czeka zatem jak inni
chodzi po bezsennym pokoju

wbrew radom stoików
chciałby mieć ciało z diamentu
i skrzydła

patrzy przez okno
jak słońce Republiki
ma się ku zachodowi

pozostało mu niewiele
właściwie tylko
wybór pozycji
w której chce umrzeć
wybór gestu
wybór ostatniego słowa

dlatego nie kładzie się
do łóżka
aby uniknąć
uduszenia we śnie

chciałby do końca
stać na wysokości sytuacji

los patrzy mu w oczy
w miejsce gdzie była
jego głowa

***

Herbert Zbigniew
Pan Cogito i wyobraźnia


1
Pan Cogito nigdy nie ufał
sztuczkom wyobraźni
fortepian na szczycie Alp
grał mu fałszywe koncerty
nie cenił labiryntów
sfinks napawał go odrazą
mieszkał w domu bez piwnic
luster i dialektyki
dżungle skłębionych obrazów
nie były jego ojczyzną
unosił się rzadko
na skrzydłach metafory
potem spadał jak Ikar
w objęcia Wielkiej Matki
uwielbiał tautologie
tłumaczenie idem per idem
że ptak jest ptakiem
niewola niewolą
nóż jest nożem
śmierć śmiercią
kochał
płaski horyzont
linię prostą
przyciąganie ziemi
2
Pan Cogito będzie zaliczony
do gatunku minores
obojętnie przyjmie wyrok
przyszłych badaczy litery
używał wyobraźni
do całkiem innych celów
chciał z niej uczynić
narzędzie współczucia
pragnął pojąć do końca
- noc Pascala
- naturę diamentu
- melancholię proroków
- gniew Achillesa
- szaleństwa ludobójców
- sny Marii Stuart
- strach neandertalski
- rozpacz ostatnich Azteków
- długie konanie Nietzschego
- radość malarza z Lascaux
- wzrost i upadek dębu
- wzrost i upadek Rzymu
zatem ożywiać zmarłych
dochować przymierza
wyobraźnia Pana Cogito
ma ruch wahadłowy
przebiega precyzyjnie
od cierpienia do cierpienia
nie ma w niej miejsca
na sztuczne ognie poezji
chciałby pozostać wierny
niepewnej jasności

***

Herbert Zbigniew
Potwór Pana Cogito


1

Szczęśliwy święty Jerzy
z rycerskiego siodła
mógł dokładnie ocenić
siłę i ruchy smoka

pierwsza zasada strategii
trafna ocena wroga

Pan Cogito
jest w gorszym położeniu

siedzi w niskim
siodle doliny
zasnutej gęstą mgłą

przez mgłę nie sposób dostrzec
oczu pałających
łakomych pazurów
paszczy

przez mgłę
widać tylko
migotanie nicości

potwór Pana Cogito
pozbawiony jest wymiarów

trudno go opisać
wymyka się definicjom

jest jak ogromna depresja
rozciągnięta nad krajem

nie da się przebić
piórem
argumentem
włócznią

gdyby nie duszny ciężar
i śmierć którą zsyła
można by sądzić
że jest majakiem
chorobą wyobraźni

ale on jest
jest na pewno

jak czad wypełnia szczelnie
domy świątynie bazary

zatruwa studnie
niszczy budowle umysłu
pokrywa pleśnią chleb

dowodem istnienia potwora
są jego ofiary

jest dowód nie wprost
ale wystarczający

2

rozsądni mówią
że można współżyć
z potworem

należy tylko unikać
gwałtownych ruchów
gwałtownej mowy

w przypadku zagrożenia
przyjąć formę
kamienia albo liścia

słuchać mądrej Natury
która zaleca mimetyzm

oddychać płytko
udawać że nas nie ma

Pan Cogito jednak
nie lubi życia na niby

chciałby walczyć
z potworem
na ubitej ziemi

wychodzi tedy o świcie
na senne przedmieście
przezornie zaopatrzony
w długi ostry przedmiot

nawołuje potwora
po pustych ulicach

obraża potwora
prowokuje potwora

jak zuchwały harcownik
armii której nie ma

woła -
wyjdź podły tchórzu

przez mgłę
widać tylko
ogromny pysk nicości

Pan Cogito chce stanąć
do nierównej walki

powinno to nastąpić
możliwie szybko

zanim nadejdzie
powalenie bezwładem
zwyczajna śmierć bez glorii
uduszenie bezkształtem

***

Herbert Zbigniew
Pan Cogito obserwuje w lustrze swoją twarz


Kto pisał nasze twarze na pewno ospa
kaligraficznym piórem znacząc swoje "o"
lecz po kim mam podwójny podbródek
po jakim żarłoku gdy cała moja dusza
wzdychała do ascezy dlaczego oczy
osadzone tak blisko wszak to on nie ja
wypatrywał wśród chaszczy najazdu Wenedów
uszy zbyt odstające dwie muszle ze skóry
zapewne spadek po praszczurze który łowił echo
dudniącego pochodu mamutów przez stepy
czoło niezbyt wysokie myśli bardzo mało
- kobiety złoto ziemia nie dać się strącić z konia -
książę myślał za nich a wiatr niósł po drogach
darli palcami mury i nagle z wielkim krzykiem
spadali w próżnię by powrócić we mnie
a przecież kupowałem w salonach sztuki
pudry mikstury maście
szminki na szlachetność
przykładałem do oczu marmur zieleń Veronese'a
Mozartem nacierałem uszy
doskonaliłem nozdrza wonią starych książek
przed lustrem twarz odziedziczoną
worek gdzie fermentują dawne mięsa
żądze i grzechy średniowieczne
paleolityczny głód i strach
jabłko upada przy jabłoni
w łańcuch gatunków spięte ciało
tak to przegrałem turniej z twarzą

***

Herbert Zbigniew
Pan Cogito czyta gazetę


Na pierwszej stronie
meldunek o zabiciu 120 żołnierzy

wojna trwała długo
można się przyzwyczaić

tuż obok doniesienie
o sensacyjnej zbrodni
z portretem mordercy

oko Pana Cogito
przesuwa się obojętnie
po żołnierskiej hekatombie
aby zagłębić się z lubością
w opis codziennej makabry

trzydziestoletni robotnik rolny
pod wpływem nerwowej depresji
zabił swą żonę
i dwoje małych dzieci

podano dokładnie
przebieg morderstwa
położenie ciał
i inne szczegóły

120 poległych
daremnie szukać na mapie
zbyt wielka odległość
pokrywa ich jak dżungla

nie przemawiają do wyobraźni jest ich za dużo
cyfra zero na końcu
przemienia ich w abstrakcję
temat do rozmyślania:
arytmetyka współczucia

***

Herbert Zbigniew
Pan Cogito a ruch myśli


Myśli chodzą po głowie
mówi wyrażenie potoczne
wyrażenie potoczne
przecenia ruch myśli
większość z nich
stoi nieruchomo
pośrodku nudnego krajobrazu
szarych pagórków
wyschłych drzew
czasem dochodzą
do rwącej rzeki cudzych myśli
stają na brzegu
na jednej nodze
jak głodne czaple
ze smutkiem
wspominają wyschłe źródła
kręcą się w kółko
w poszukiwaniu ziaren
nie chodzą
bo nie zajdą
nie chodzą
bo nie ma dokąd
siedzą na kamieniu
załamują ręce
pod chmurnym
niskim
niebem
czaszki


***

Wiem dużo tego dziś, ale nie mogłam się powstrzymać. Tą notką rzegnam się z Panem Cogito. Ale nie oznacza to, że ze Zbigniewem Hebertem równierz. Jego wiersze umieszczać będę nadal.

Aguchna sobota 12 maj 2007 [komentarzy 0] Pisz

Gusta i gyściki.: tolerancja.

Jak w temacie. Gusta i guściki...
Dość obszerny temat.
Czemu akurat taki???
Jakoś tak czuję, że muszę to napisać. Wiele osób oceniło mój blog, i nie wszystkie oceny były dobre. Niektóre bardzo krytykowały mój blog lub styl pisania. Szczerze to zgadzam się z nimi wszystkimi. Każdy lubi co innego, słucha innej muzyki, ma inne hobby. I tak po kilku ostatnich bardzo różnych ocenkach postanowiłam napisać o... gustach.
Jednym podoba się kolor niebieski inni wolą czarny co za tym idzie blogi o takich kolorach są różnie ocenianie przez różnych ludzi, ale tak naprawdę to nie o ty chciałam dziś pisać.
Tak naprawdę nie wiem jak zacząć...
Tak więc... Wiem, wiem od więc się zdania nie zaczyna, ani od więc, ani od tak więc. Dlatego zacznę jeszcze raz.
Ludzie mają różne gusta, a co za tym idzie poglądy. Trzeba umieć bronić swoich przekonań bo inaczej staną się one tylko pustymi słowami. Będą puste i tylko słychać będzie jak odbijają się echem, lecz echo zostaje usłyszane, a te puste słowa nie... Nikt nie chcę słuchać o przekonaniach, których nie potrafi się bronić. Tak samo jest z gustami. Trzeba ich bronić, nie wszystkim podoba się to jakiej muzyki słuchamy, jakie ubrania nosimy. I nam też nie zawsze podoba się to, że nasz znajomy ma według nas „dziwny” gust. Dzięki poznawaniu i akceptowaniu różnych ludzi o różnych gustach uczymy się niczego innego jak tolerancja. Nie mówię o tolerancji rasowej czy religijnej, bo tych lub innych tolerancji większości ludziom brakuje. Jednak w pewnym stopniu uczymy się żyć w środowisku skrajnie różnym. Zahaczając o tolerancję rasową czy religijną – nie rozumiem dlaczego niektórzy ludzie mają jakieś problemy z tym, że inny człowiek ma inny kolor skóry lub jest muzułmaninem. Jakby nie było muzułmanie też wierzą w Jezusa, ale uważają go za normalnego człowieka, a nie za Syna Bożego. Tak naprawdę nie widzę problemu każdy wierzy w to co uważa za słuszne. Abraham był ojcem wszystkich religii według Biblii. Mam na myśli chrześcijan, żydów i muzułmanów. Inne wiary powstały z odłamów tych trzech. I o co te wszystkie spory?? nigdy tego nie zrozumie. Jak widać jestem bardzo tolerancyjnym człowiekiem. Według mnie tolerancja jest bardzo ważną. Gdyby wszyscy uważali podobne nie byłoby tych cholernych wojen. II wojna światowa, Hitler i ta jego cała rasa panów. Jeden człowiek dokonał takich zbrodni, zginęło wiele milionów ludzi tylko po to by sam Adolf stworzył swoją III Rzeszę bez innych narodowości. Twierdził, że jego kraj przetrwa 1000 lat. Na szczęście przegrał wojnę. Jednak w obecnych czasach żyje wiele ludzi, którzy myślą podobnie. Dzięki nim III Rzesza żyje, w ich umysłach. Mam nadzieję, że takich ludzi jest mało lub wcale, nie potrafię pojąć jak można być tak okrutnym.
Chyba czas zakończyć temat wojny. I zakończę chyba tez notkę.
Mogę jeszcze napisać coś o idei. Film pt: V jak Vendetta. Główny bohater wypowiada piękne słowa. Nie pamiętam ich dokładnie. Dlatego użyję mowy zależnej. Powiedział, że ciało jest śmiertelne, lecz idea nigdy nie umrze, jest nieśmiertelna.
A ja mogę dodać, że są ludzie mający własne idee, dzięki temu świat nie zawalił się jeszcze.
I pokonał wszystkie przeciwności. Do tej pory dobro zwyciężało i tak będzie nadal jeśli idee nie zginą.
Nie trzeba oglądać bajek by wiedzieć, że dobro zwycięży, spotykamy się z tym codziennie w rzeczywistym świecie.

Aguchna niedziela 6 maj 2007 [komentarzy 3] Pisz

Zycie.

Życie nie daje nam tego co chcemy, lecz to co ma dla nas...
Główne motto mojego bloga. I nie tylko.
Są w moim życiu momenty gdy wierzę, że tak nie jest. Lecz za parę chwil, minut, dni... uświadamiam sobie, że jednak coś w tym jest. Każdy może kierować sowim życiem. Jest to stwierdzenie, które na pierwszy rzut oka kłuci się z pierwszym. Przeciwstawia się. Lecz tak nie jest. Każdy może kierować nim tylko do pewnego stopnia. Możemy wybrać szkołę, przyszły zawód, miejsce, które stanie się naszym wymarzonym domem, wybieramy przyjaciół, prezenty na ich urodziny. Wybieramy również mnie ważne rzeczy każdego dnia istnienia: to co dziś zjemy, co ubierzemy, na co pójdziemy do kina i czy w ogóle pójdziemy. I tak dalej i tak dalej.
Ale tak naprawdę nie decydujemy o najważniejszych rzeczach w naszym życiu. Oczywiście wszystko zależy od tego co dla kogo jest ważne. Każdy ma swoje priorytety, cele. Każdy wierzy w inną idee. Tak więc jak juz pisałam człowiek nie decyduje o najważniejszych rzeczach swojego życia. Mówi się, że serce nie sługa. Jest to pierwsza ważna rzecz, o której nie decydujemy. Miłość. Po prosty kogoś kochamy godząc się z jego wadami, przywarami. Wiemy, że wybranek bądź wybranka naszego serca to nie ideał, mimo wszystko kochamy i chcemy być z naszymi drugimi połówkami.
Żyjemy jesteśmy szczęśliwi, spełniamy się zawodowo lub w czymś innym ważnym dla nas, lecz zawsze może wydarzyć się coś nieprzewidzianego, nieoczekiwanego. Coś co według nas samych nigdy nie powinno się wydarzyć. Nagle okazuję się, że nasze dotychczasowe życie nie miało sensy, że robiliśmy nie to o tak naprawdę kochamy robić. Wtedy przychodzi czas, w którym przestawiamy nasze życie do góry nogami. To nic, że wszystko się zmieni, wreszcie będziemy żyć według własnych zasad, przekonań i tylko to się liczy.
Może stać się jednak coś co przewróci nasze życie do góry nogami wbrew naszej woli. Jakaś tragedia. Wtedy człowiek nie może poradzić sobie ze sobą, swoim życiem i z otaczającym go światem, zawsze wierzył, że wszystko będzie idealne. I nagle o wszystkim zdecydowała jedna chwila. Bardzo krótka chwila.
Czasem musimy zmierzyć się z czymś z czym dawno się pogodziliśmy. Coś co jest oczywiste gdzieś głęboko. Lecz gdy dojdzie do tego jesteśmy wstrząśnięci. Nie możemy sobie darować, że mimo tego, iż byliśmy świadomi nic nie zrobiliśmy by temu zapobiec.
Jest to tylko kilka ogólnych przykładów na to, ze tak naprawdę nie sterujemy swoim życiem. Tak naprawdę może wydarzyć się masa innych rzeczy, które uświadamia nam, że w życiu możemy podejmować tylko te najmniej ważne decyzje. Najgorsze jest jednak to, że przez całe życie byliśmy przekonani co do tego, że jesteśmy panami własnego losu...
Każdy chce wierzyć w to, że tak jest...

Aguchna sobota 5 maj 2007 [komentarzy 1] Pisz